Chcielibyśmy poznać, kim jesteś?




ADAPTACJA DO ZMIAN, czyli jak to robić i nie zwariować?

BLOG

Pytanie o to, czy przeprowadzanie zmian jest łatwe, należy do pytań retorycznych. Nasz mózg został ewolucyjnie przystosowany do okoliczności, w których zmiany zachodziły wolno i w których bycie ostrożnym i zachowawczym oznaczało zazwyczaj większe szanse na przetrwanie. Stąd nadal każdy z nas doświadcza sporego stresu (jedni większego, inni mniejszego), kiedy ma zrobić coś nowego, zachować się inaczej niż zazwyczaj, porzucić stare nawyki, przyzwyczajenia, strefę komfortu.

Budujemy tę strefę komfortu jako obszar naszych zachowań i działań, który jest „bezpieczny, ponieważ nam znany”. To nasze „oswojone” przez nas możliwości, mocne strony, przekonania, sukcesy, a nawet porażki, ale tylko te, które znamy i już wiemy, jak się z nimi obchodzić. Opuszczając naszą strefę komfortu, możemy się spodziewać emocji, obaw, odczuwanego niepokoju itd. Ważne, czy w ogóle mamy powód, by chcieć z niej wyjść. I tu zaczyna się pierwsze wyzwanie. Dla jednych z nas możliwość zrobienia „czegoś nowego” może mieć urok i być choć trochę pociągająca. To osoby, które względnie szybko zniechęca rutyna i powtarzalność. Mają skłonność do pewnego eksperymentowania, aby nie znudzić się i nie wypalić. Inni cenią sobie stałość, stabilność i przewidywalność i nie mają pokusy, by wychodzić poza „strefę komfortu”, jeśli nie dostrzegają wyraźnej konieczności. Potrzebują powodu, a właściwie dozy niepokoju, aby wyjść „na zewnątrz”, zacząć eksperymentować. Jeśli należysz do tej pierwszej grupy – staraj się skupiać na tym, co pozytywnego się wydarzy, kiedy zmiana nastąpi. Wzmacniaj tę wizję, spisz korzyści, a motywacja do podjęcia wysiłku będzie się u Ciebie wzmagać.

Natomiast jeśli należysz do drugiego typu, daj sobie spokój z „wizjami” i zastanów się raczej, „jakie zagrożenia mogą wiązać się z tym, że nic nie zmienię i pozostanę tu, gdzie jestem?” – za rok, za dwa lata, trzy i pięć lat. Uświadomienie sobie zagrożeń i niekorzystnych konsekwencji tego, że „nic nie zmienię”, powoduje wzrost motywacji do działania i wdrażania zmian. Niestety tak jest – co jednego motywuje, drugiego zniechęca. To ważne, by mieć świadomość, co motywuje nas do wyjścia ze strefy komfortu – wizja zmiany i jej dobrych stron czy raczej dobre przemyślenie niekorzystnych konsekwencji tego, co jest (i stąd wywnioskowanie konieczności do podjęcia działania i zmian)? Jedni podejmują działanie, ponieważ może być lepiej, kiedy nastąpi zmiana, inni – ponieważ może być gorzej, kiedy ona nie nastąpi.

To jednak dopiero początek podróży. Załóżmy, że zdecydowaliśmy się działać w nowy sposób, rozwinąć w sobie nowe umiejętności, zmienić miejsce, typ pracy czy po prostu zmodyfikować swoją zawodową rolę. Być może w pierwszych dniach lub tygodniach motywacja będzie wysoka, a energia duża. Niestety po pewnym czasie możemy się spodziewać załamania. Nie, nie oznacza to, że się wycofamy, a wszystko wróci do początku. Niemniej zapominamy często, że zmiana jest procesem. Że zazwyczaj mamy długi czas nakładów i wysiłków, ZANIM zobaczymy pierwsze skutki, a jeszcze dłuższy, zanim to, co nowe, zaczniemy robić automatycznie, bez wielkiego wysiłku i z dobrym efektem. Od początku zmiany do satysfakcji z jej efektów jest długa droga. Czy można się na nią jakoś „wyposażyć” – w wiedzę, świadomość lub umiejętności?

  1. Zrób plan

Plan nie oznacza zawsze bardzo dokładnego planu działania „krok po kroku”. Życie jest zbyt bogate i różnorodne, by pozwalało nam na taką precyzję. Będzie przynosiło „zmiany w zmianach” i na to także trzeba być gotowym. Niemniej nie ma nic lepszego niż jasne wyklarowanie sobie, „co chcę osiągnąć/gdzie się znaleźć?”, „czego do tego potrzebuję?”, „co zrobię?” itd. Do tego może nam posłużyć stary, ale dobry model SMART (cel: sprecyzowany, mierzalny, atrakcyjny, realistyczny, terminowy). Załączam formatkę, z którą w ręku doskonale można przeprowadzić to ćwiczenie z samym sobą (niewykluczone, że można je także wykorzystać w pracy ze studentami, kiedy rozpoczynają swoją przygodę z nauką języka obcego, która sama w sobie jest zmianą).

  1. Rozłóż energię

Ze zmianą jest jak z himalajską wyprawą w góry. Ważne, by nie wydatkować całej energii na początku, a raczej być nastawionym na to, że przyjdą jeszcze ciężkie momenty. Rób „jeden krok na raz” i sprawdzaj rezultaty. Na przykład w jednym dniu lub tygodniu wykonaj coś inaczej (zgodnie z nowym planem/celem) i od razu zanotuj, „co w tym było dobrego?”, „co się szczególnie udało?”, „co można było zrobić lepiej/w inny sposób” itd. Niektórzy zalecają takie „dzienniki zmiany”, czy dzienniki pokładowe (pobierz tutaj), w których możemy zapisywać spostrzeżenia, odnotowywać sukcesy – aby w chwilach załamania motywacji mieć się do czego odwołać, jeśli chodzi o pozytywy.

  1. Nie osłabiaj sam(a) siebie

Badacze podają, że aż do 80 procent odczuwanego stresu to tzw. autostres, czyli to, co robimy sobie sami (np. snując czarne scenariusze wydarzeń), a nie to, co pochodzi z rzeczywistych sytuacji stresowych. Co to oznacza? Że mamy niestety skłonność do rozważań: „a jak się nie uda?”, „a jeśli się nie powiedzie?”, „na pewno inni źle zareagują” itd. Uważaj na swoje myśli, nie pozwól im dryfować (za bardzo), staraj się koncentrować na „tu i teraz” i na kolejnym kroku. Rób swoje, próbuj, miej świadomość, że nie każde działanie będzie od razu udane (w załączniku do pobrania kilka instrukcji, jak „odpierać” osłabiającego nas „wewnętrznego krytyka”).

  1. Bądź gotów na „długą ciemną noc innowatora”

W jednym z modeli procesu radzenia sobie ze zmianą jej autor przyznał, że w pewnym momencie, kiedy cały czas ponawiamy starania, a skutki nadal są niewidoczne lub bardzo nieznaczne, jesteśmy skłonni się poddać, zrobić odwrót, zwątpić. Tymczasem tylko jeśli przetrwamy (nadal działając w kierunku zmiany, choć nie widzimy efektów) ten bardzo trudny i mało radosny moment, czekać nas będzie „drugi brzeg” w postaci tego, co chcieliśmy, by się stało, zmieniło. Nie zawsze ta „noc innowatora” musi być tak ciemna i nie zawsze tak długa, ale pamiętajmy, że może nastąpić. Wtedy, jak mawia mój mentor: „rób swoje”. Zastosuj zasady 1–3 (powyżej) i „bądź wśród tych, którzy wierzą, albo są już na drugim brzegu”. Otoczenie społeczne bardzo mocno wpływa na naszą motywację. Jeśli będziesz wśród takich ludzi, którzy powiedzą „odpuść sobie” lub „nigdy nic z tego nie będzie”, to zapewne łatwiej będzie poddać się i zawrócić z drogi.

  1. Pamiętaj, że tempo ma być Twoje

Są różne osobowości, style zachowania i temperamenty (ekstrawertycy, introwertycy itd.). Jedni lubią „skok na głęboką wodę” i starają się katalizować zmianę, widzą nawet pewien urok w rewolucji, która dokonuje się w ich życiu czy pracy. Inni całkowicie tego nie tolerują. Zmiana ma dla nich raczej charakter ewolucji, w czasie której nie tworzy się „przełomów”, ale raczej modyfikuje powoli to, co jest, przekształcając, szukając nowych dróg i rozwiązań. Nie oglądaj się na to, „jak to robią inni” (chyba, że ktoś jest Twoim autorytetem, a jego działania są dla Ciebie wzorem), działaj w takim tempie i z taką strategią, jaka jest najlepsza dla Twojego stylu adaptacji do zmian. Efekt będzie lepszy.

 

Przeczytaj poprzedni wpis Joanny Heidtman: http://nglearning.pl/uczelniawyzsza/od-nauczyciela-do-trenera/